W poniedziałek Berliner Morgenpost zamieściła przedrukowaną dziś przez Süddeutsche Zeitung informację o planach atomowych w Polsce. Wygląda na to, że władze miasta-landu Berlina uważają je za groźniejsze od irańskich.
Jak jest w Niemczech, wiemy: zgodnie z teologią ekosekty Mzimu sprowadzi tsunami na niewiernych, budujących inne elektrownie, niż wiatraki i temu podobne. Po tym, jak Niemcy zrezygnowały z energetyki atomowej z uwagi na vox populi (Angela Nie ugnę się przed populizmemMerkel*) oczekują od Europy, że pójdzie za ich przykładem. Oczywiście
Francja
jest na razie za bardzo potrzebna, by ją besztać za elektrownie atomowe, ale Polska to co innego. A w ogóle to co sobie ci Polacy myślą: zamiast kupować u nas wiatraki i instalować je u siebie, albo gaz made in Gazprom z Niemiec, to sobie budują elektrownie atomowe. Berlin rozważa zapewne projekt ewakuacji stolicy na wypadek superawarii atomowej;
Polska
to w końcu kraj bocianów i gęsi, a nie jakiejś tam techniki. Tymczasem polskie reaktory (ach, jak brzmi to groźnie) leżą zaledwie niespełna trzysta kilometrów od Berlina.Czy Niemcy boją się tsunami w Polsce? Chyba nie, ta przypowieść obliczona jest na użytek krajowych wiernych. Ci sobie mogą wyobrazić tsunami np. w Hesji, zwłaszcza po reformie szkolnictwa.
* to jedyna na świecie prawicowo-lewicowa liberalno-konserwatywna chrześcijańsko socjalistyczna polityk na świecie.
Ta animacja ma np zachęcić mieszkańców zagrożonego tsunami Monachium do inwestowania w odnawialne źródła energii:
Post scriptum: informacja z SZ mówi o tym, że w czwartek stołeczny Landtag zajmie się wnioskiem przeciwko polskiej energetyce atomowej. Jak zostanie uchwalony, to chyba wejdzie w życie. I tak Niemcy znowu uzdrowią świat! Wszak Am deutschen Wesen mag die Welt genesen (niemieckość uzdrowicielem świata).
pozdrawiam,
O namawianiu nic nie znalazłem. A tym bardziej o tsunami pod Monachium.
Polska naruszyła prawo miedzynarodowe o konsultacjach w przypadku
budowy takich obiektów.
Pomoc w akcji przeciwko bezsensownej i groźnej budowie przyda się.
to w końcu kraj bocianów i gęsi, a nie jakiejś tam techniki.”
Problem w tym że elektrownie atomowe to żadna nowoczesna technika która pchnie polski przemysł do przodu. Specjalistyczne urządzenia przyjadą w kontenerach nam przyjdzie wylać beton na fundamenty. Płacąc około 100 mld zł za ten cud mordujemy rozwój własnych technologii.
Teksty zawarte w poniższym linku pokazują alternatywy.
http://www.rurociagi.com/spis_art/2011_3/spis_3_2011.html
Nie jestem przekonany go gigantomanii jaka zaczyna panować u nas. Tylko wielkie budowy dają szanse lansu i to jest powód ich promocji.
Gzie są inwestycje w modernizacje i energooszczędnościowe. Stopniowe wyłączanie zdekapitalizowanych obiektów i zastępowanie ich nowoczesnymi da przyrost mocy wynikający z większej efektywności sięgający 45% w porównaniu do 35-40% w starych obiektach. Postawienie nowego bloku w miejsce stałego rozwiązuje problemy z logistyką infrastruktura już jest można ją zmodernizować aby ograniczyć straty a nie budować od nowa.
Moim zdaniem budowa EJ zatrzyma rozwój polskiej technologii z prostego powodu nie będzie zapotrzebowania na rozwiązania alternatywne.
Nawet jeżeli ostatecznie się okaże ,że energia z EJ wcale taka tania nie jest nikt nie przyzna się ,że wraz z niezbędna dla niej infrastrukturą utopiono w niej około 150 mld zł.
Oczywiście na temat form tej niezależności należy dyskutować, ale sama dyskusja nas nie uniezależni.
Strach podsuwa najgorsze decyzje.
Pozdrawiam,
Energetyka jądrowa uzależnia w 100% !!!!!!
To znaczy że Niemcy bronią polskiej racji stanu?
Pozdrawiam,
Do EJ podchodzę z czysto pragmatycznego punktu widzenia.
-koszt rzędu 3000 mld euro za 1000MW na podstawie aktualnych realizacji można włożyć między bajki. Podobno w Chnach budują taniej, u nas też tylko pod A2 zapomnieli położyć podkład
-nie znamy kosztu przyłączenia do sieci
-nie znamy miejsca składowania odpadów i kosztów ich zabezpieczenia
-nie wiemy ile będzie kosztowała rozbiórka po zakończeniu eksploatacji
- nie wiemy skąd wziąć pieniądze i na jaki to będzie procent
- elektrownia jądrowa opłacalna jest przy maksymalnym i stabilnym wykorzystaniu mocy ze względu na dużą bezwładność
-projekt EJ zablokuje poszukiwania alternatywnych rozwiązań
-co roku wydamy około 240 ml $ na paliwo jądrowe
-budowa tych dwóch elektrowni zrównoważy wycofane stare EW bilans energii w szczycie pozostanie deficytowy , za jakieś 140 mld(z przyłączeniem) pozostaniemy w punkcie wyjścia